Moje "Pokłosie"
Dodane przez puszczyk1 dnia Maj 19 2015 00:33:09
Moje "Pokłosie"

Po latach od premiery zdecydowałem się obejrzeć film Władysława Pasikowskiego "Pokłosie". I znów powtarzająca się od czasów Oktawiana Augusta historia odkupienia grzechu. Ileż to jeszcze setek lat, będziemy się oczyszczać z naszych grzechów pierworodnych? Ilu odkupicieli odda jeszcze życie?
A filmie jeszcze jeden męczennik za sprawę. Na drzwiach stodoły zawieszone w pozie Chrystusa ukrzyżowanego zwłoki Józka Kaliny. Powrót Mesjasza, który jednak nie powinien skończyć tak , jak poprzednio. Teraz powinno być powtórne przyjście i sąd ostateczny, ale widocznie Józek to jeszcze nie "ten".
Józek wcale nie był Żydem i o dziwo nie Żydzi go ukrzyżowali. Mesjasz jak widać może być nawet Eskimosem, oby tylko wypełniał swoją misję. Zagrzebana gdzieś w tym filmie historia wymordowanych przez sąsiadów Polaków Żydów jest tylko tłem dla zawieruchy w sumieniu, dla konfrontacji z historyczną prawdą, która wydaje się nam czasami babcinym bajaniem. Jednak nawet w bajkach o smokach jest ziarno prawdy, bo smok nie musiał wcale zionąć ogniem, wystarczy, że był dwunożnym, krwiożerczym, albo też plugawym ze względów na brak sumienia dzieckiem bożym, które dla majątku bliźnich pozbawiło życia . Tak było. Jak w Jedwabnem. Zagnano Żydów do stodoły i tam żywcem spalono. Niemcy pozwolili. Tych którzy powstrzymywali było niewielu, tak jakby wcale. Ich słowa niknęły w wyciu podochoconego hekatombą ofiar tłumu. Krew to też narkotyk, jej widok wzbudza emocje. Chociaż pewnie nawet wśród oprawców trudno byłoby nie znaleźć takich, którym nie przemknęłaby w chwili zbrodni myśl, że przecież "Żydek to też człowiek". No ale ten głos sumienia zapijało się "kilichem" albo głębszym dymkiem. Zresztą ksiądz rozgrzeszył.
Jedna bardzo wyrazista scena ukrzyżowanego Józka Kaliny, druga przedstawiająca chwilę wykopywania szczątków żydowskich z ruin domu Kalinów. U dołu trochę jak w filmie "Poltergeist" , w dole wypełnionym wodą ukażą się za chwilę ludzkie szkielety; bez trumien, bo takich nie miały. Ale to co u góry jest ważniejsze, albo to, co z góry. Strugi deszczu. Po co? Katharsis? W czasie wykopywania szczątków obaj bracia Kalina doznają oczyszczenia? Obmycia z grzechu? Zastanawiam się za co? Za grzechy popełnione przez ojców? Bo w końcu ich ojciec podłożył ogień pod budynek, do którego zapędzono żydowskich sąsiadów. Powtórka z historii Jezusa? Józek Kalina z bratem rozliczają się z grzechów ojców i zostają z grzechu oczyszczeni. Nie. Oczyszczenie następuje później, kiedy na drzwiach stodoły zawisną zwłoki Józka, który zginął za grzech "pierworodny", który odziedziczył po ojcu. Ale nie za zbrodnię, którą był ów grzech, tylko za świadomość i wskazanie, co jest tym grzechem. Czy nie powtórka z odległej historii? Czy i teraz Józek umarł za grzechy nas wszystkich?
Czy ten Jezus musiał się urodzić, aby taki Pasikowski jego historię wplątywał we współczesność? Po co nam świadomość grzechu "pierworodnego", jeśli i bez niej możemy żyć, nie krzywdząc nikogo. Przecież ja nie zgrzeszyłem, ani mój dziad nawet nie zapędzał Żydów do płonącej stodoły. Grzechów przodków nie przenosi się za pomocą genów. Tylko, że Bóg wypędzając nas z raju, dał nam swoiste narzędzie, abyśmy się wzajemnie nie wymordowali. To sumienie i ono boli!

PS

Sam zajmuję się od kilku już lat historią Żydów aleksandrowskich. Nie raz nachodziłem Burmistrza, aby upamiętnić Żydów i stoją dziś, mojego projektu, "Krzywe tablice" jak nazwał pomnik jeden z tutejszych prominentów. W prasie wielokrotnie ukazywały się artykuły mojego autorstwa na temat mniejszości żydowskiej. Wydałem nawet książkę opartą na wspomnieniach odnalezionych na świecie ich potomków. Żydzi dali mi za to dyplom i medal. Polacy chętnie czytali moje historie. Ja mam satysfakcję, ale nie z powodu samooczyszczenia, tylko wypełnienia dziury w historii, jak pozostała po aleksandrowskich Żydach. Teraz wiem, że byli, nie tylko na podstawie opowiadań mojej Mamy, ale z własnego doświadczenia. Dotknąłem duchów!
Co ciekawe nie spotkałem się z negatywnym nastawieniem moich ziomków. Nikt nie namalował mi gwiazdy Dawida na drzwiach, ani nie obrzucał żadnymi antysemickimi epitetami. Uwagi co do pejsów, bo noszę brodę, można uznać za nieszkodliwą złośliwość, tak samo jak wypowiedzi, że Żydzi płacą mi za to, co robię. Na "krzywych tablicach" nie ukazały się dotąd antysemickie hasła. Jednym słowem, ludzie tu u nas normalni. A ja mam już następną historię Lejbów i Koenigów, którzy przed Hitlerem do Rosji uciekli.