Dlatego wolę supermarkety
Dodane przez puszczyk1 dnia Październik 15 2016 17:06:30
Dlatego wolę supermarkety
W wielkim sklepie, przy kasie nie porozmawiasz z ekspedientką o pogodzie, nie masz czasu na pochwalenie się swoimi kwiatkami w ogrodzie, bo w kolejce ktoś już za tobą stoi i czujesz jego oddech na swoich plecach. Tam też, chociaż masz całe sterty towarów do wyboru, masz kłopot, co wybrać, bo nie zawsze jest kogo zapytać. Tam nie jest tak jak kiedyś w małym sklepiku, gdzie miła ekspedientka pomogła we wszystkim, a nawet pocieszyła dobrym słowem w chwilach chandry. Ale mimo to wolę supermarkety, bo nie muszę przeciskać się do lady przez tłum smakoszy zionących oparami taniego wina, albo piwa sprzedawanego po dacie przydatności. Sklepikarka wie, że wszystko pójdzie, bo kiedy jest nieokiełznana chęć zaspokojenia pragnienia, to nie ma hamulców, nawet wódka spod lady bez akcyzy i określonego źródła pochodzenia pójdzie. Ducha trzeba krzepić. Nie lubię małych sklepików, gdzie stali bywalcy wśród rozmów politycznych i nie tylko często stosują znaki interpunkcyjne. Nie tylko dla poprawności wysławiania się, ale też upustu emocji i wzmocnienia swojego ego. Wiadomo, każdy o kim się mówi to złodziej, albo inny bandyta, a jak nie to, to na pewno nieudacznik albo szaleniec, który nie ma co do garnka włożyć i niedługo komornik zapieczętuje mu mieszkanie. Litość wzbudzają wiekowe matrony, wszechwiedzące, które znoszą zewsząd wieści i wiedzą, kto głupi, złodziej albo inny dewiant, bo inna zawistna sąsiadka tak mówi. A przecież starym ludziom należy się szacunek ponoć. No cóż poszanowanie dla siwych włosów, należy się mimo tego, co pod tą siwą czupryną się kryje. Obco się czuję w sklepiku, gdzie sklepikarka daje znaki smakoszom, aby schować otwarte już butelki z trunkiem kiedy doń wchodzę. Rozumiem, ile kłopotu robię, kiedy zjawiam się w momencie, gdy konsumpcja rozmaitych eliksirów szczęścia jest w całej pełni. Trzeba pewnie zmienić sklepik, aby nie sprawiać problemu swoją obecnością.
Lepiej omijać sklepiki, gdzie grupa stałych bywalców, mających kłopoty z własną osobowością, dla których lekarstwem na codzienny niepokój ducha jest kilka łyków wódy, oceniają innych i wystawiają im negatywną metrykę społeczną, bo się od nich różnią, nie pijąc pospołu. Nie lubię sklepików pełniących rolę lokalnych centrów informacji, gdzie jak w soczewce zbierają się plotki o wszystkim i o wszystkich, a właściciel jest swego rodzaju guru, bo na krechę sprzeda piwko spragnionemu, albo wspomoże przedłużeniem płatności komuś, kto wcześniej wykosztował się już na wzmocnienie ducha. Autorytet takiego świętego obala wszystkie inne. Dlatego wolę supermarkety!