Autorytet do naprawy
Dodane przez puszczyk1 dnia Październik 10 2018 19:29:30
Autorytet do naprawy
Irena Kinaszewska sekretarka "Tygodnika Powszechnego", zmarła w 1990 roku. Niegdyś bardzo ważna osoba dla polskich służb bezpieczeństwa, chociaż nie była jakimś ważnym agentem albo innym TW. Wykorzystując jej osobę próbowano zdyskredytować jednego z najbardziej znamienitych przedstawicieli narodu polskiego z okresu ostatniego półwiecza, który był bardzo niewygodny dla ówczesnej władzy, ba nawet zabójczy. To między innymi dzięki jego autorytetowi nastąpiły zmiany ustrojowe w Polsce w 1989 roku. Irena Kinaszewska miała być jego kochanką, a owocem ich związku według scenariusza spisku uknutego przez służby bezpieczeństwa miał być Adam Kinaszewski. Była też ponoć jakaś Wanda Półtawska. Sprawę Kinaszewskiej z ramienia SB prowadził nie kto inny tylko Grzegorz Piotrowski, zaangażowany później w sprawę porwania Księdza Popiełuszki i nawet sądzony. Sprawa nosiła kryptonim "Triangolo". Mimo starań nie udało się podważyć autorytetu Karola Wojtyły, późniejszego Jana Pawła II, co więcej, świętego. Do dziś sfabrykowana plotka odbija się jednak ciągle głośnym echem w społeczeństwie, szczególnie teraz na fali krytyki Kościoła za pedofilię, nieformalne związki duchownych, wystawność życia, o czym mówiło się już od dziesięcioleci. Historie o nieślubnych dzieciach księży to żadna sensacja. Dopiero teraz społeczeństwo stało się na tyle odważne, a Kościół stracił autorytet, że pojawiają się ciągle jakieś nowe zarzuty. Można powiedzieć, że za tzw. komuny tego nie było, bo Kościół jako obrońca sprawy narodowej i wolności był świętością dla społeczeństwa. W owych czasach kościoły były wypełnione po brzegi, mówiono ze 99 % Polaków to katolicy, chociaż wielu głośno się z tym nie ogłaszało, a chrzty dzieci prominentów ówczesnej władzy i ważnych urzędników odbywały się w tajemnicy w zapadłych parafiach, byle dalej od centrów, gdzie mogłyby być ujawnione. Ustrój socjalistyczny, ideologicznie wrogi Kościołowi, był w zupełnie niezamierzony sposób jego sprzymierzeńcem, ludzie garneli się do Kościoła. Teraz, zgodnie z tendencją panującą w Europie, kościoły zaczynają pustoszeć i jest to widoczne gołym okiem, wystarczy przynajmniej co tydzień, w niedzielę, uczestniczyć we mszy, aby zauważyć coraz więcej pustych rzędów ławek. Smarzowski miał ostatnio odwagę nakręcić film "Kler", który ponoć oddaje rzeczywiste stosunki panujące w Kościele. Odpowiedzialnością za ten niepocieszający stan obarcza się cały Kościół jako instytucję, ale nie ma w prawie kanonicznym przepisu dopuszczającego zachowania nieetyczne, czy niemoralne. Grzeszą, albo lepiej powiedzieć, popełniają przestępstwa, bo dla przykładu pedofilia jest przestępstwem, ludzie wyświęceni i przebrani w sutanny. Ale to tylko ludzie, których sutanna wynosi nieco nad pozostałych. To każdy taki pojedynczy przypadek nadużyć powinien być rozpatrywany indywidualnie, a nie wszystkie jako wina całego Kościoła, tak przynajmniej podpowiada rozsądek. Kościół można jedynie, co jest jednak bardzo ważne, krytykować za zatajanie przypadków molestowania seksualnego dzieci przez księży, ich duchowych opiekunów. Sytuacja wymaga chyba podjęcia przez Kościół bardziej radykalnych kroków, nie polegających jednak na odpieraniu zarzutów wszystkimi możliwymi środkami, ale na reformie wewnętrznej, zrzucenia pozłoty i purpury, skupieniu bardziej na życiu duchowym, nie materialnym, aby stać się znów autorytetem dla zagubionych społeczeństw, które będą w nim poszukiwać rozwoju duchowego, bo następuje okres nasycenia dobrami materialnymi, a drogie samochody, mieszkania i wczasy na antypodach zaczynają już być nużące.